..:: ELIXIR | Gry Fabularne(RPG) | Gry Komputerowe(cRPG) | Fantastyka | Forum | Twoje Menu Ustawienia
    ORBITAL MENU
    » Neuroshima
    » Świat
    » Bohater
    » Rozrywka
    POLECAMY

     SZUKAJ
    » Mapa serwisu
>NASZE STRONY
 MAIN
:: Strona Główna
:: Forum
:: Chat
:: Blogi

 GRY FABULARNE
:: Almanach RPG
:: Neuroshima
:: Hard HEX
:: Monastyr
:: Warhammer
:: Wampir
:: D&D
:: Cyberpunk2020
:: Earthdawn
:: Starwars
:: Arkona

 GRY cRPG
:: NWN
:: Baldurs Gate
:: Torment
:: Morrowind
:: Diablo

 FANTASTYKA
:: Literatura
:: Tolkien
:: Manga & Anime
:: Galeria

 PROJEKTY
:: Elcards
:: Chicago

I belive I can fly...



Na pomysł napisania tego artykułu wpadłem po przewertowaniu kilku podręczników do NS i długich rozmowach z kumplami, którzy zawsze planowali podróż do Europy i pytali jak to zrobić. Na początku uparcie powtarzałem, że się nie da, ale w końcu i mnie zaczęło to zastanawiać. Wszyscy Mistrzowie i Gracze, na samą myśl o wzbiciu się w powietrze wychodzą z założenia, że jest to równie możliwe co odwiedzenie Orbitala. Autorzy gry jasno dali do zrozumienia, że w Neuroshimie latania (przynajmniej rozwiniętego) nie będzie. W samych podręcznikach istnieją trzy główne przyczyny, dla których posiadanie pojazdów latających, a broń Boże uzbrojonych, jest nierealne. Pierwszy powód to komputeryzacja maszyn lotniczych, sprawiająca, że wszystko co lata, zostało opanowane przez Wielki Toster. Drugi problem polega na tym, że nie ma skąd brać maszyn, a trzeci, że paliwo jest drogie i wymagane w ogromnych ilościach. Wniosek? W Neuroshimie nikt za wyjątkiem kilku świrów nie wzbije się w powietrze. Błąd. Maszyny latające są na wyciągnięcie ręki - da się je zatankować, uzbroić i z ich pomocą przeorać Molochowi dupę.

Let’s start with it. Pierwszy argument, dla którego w Ameryce wszystko co lata jest nie do użycia, to fakt, że Moloch kontroluje skomplikowane systemy w jakie wyposażone były maszyny w 2020 roku. Nie da się ukryć, że już dzisiaj taki F-16 bez wsparcia komputera długo sobie nie polata, ale zapominamy o innym wspaniałym dostawcy kawalerii powietrznej. Mówię tu o Matuszce Rosji. Zapóźniona w stosunku do Stanów, miała sprzęt mniej uzależniony od komputerów, a do tego wyprzedawała go na cały świat. Z tego świata najbardziej interesuje nas Kuba i Meksyk, bo tylko te tereny są jeszcze jako tako dostępne. I tak, jak Kałasznikow jest marzeniem każdego gangera z Detroit albo Miami, tak przedwojenny Mig, albo lepiej, Mi-24 powinien być marzeniem Posterunkowca.

Drugi problem to skąd wziąć taki cudowny samolot, działający w trudnych, powojennych czasach? Jak wyżej - dwie najpewniejsze lokacje to Meksyk, zgodnie z moją mapą nie cały jeszcze zarośnięty, i Kuba. Z tej małej rajskiej wyspy oprócz cygar i „jaj Fidela”, można wywieźć działające egzemplarze rosyjskiej myśli lotniczej z lat 70 i 80 XX wieku. Co? Że stare? Naturalnie, że stare i bardzo dobrze. Gdyby Moloch posyłał do walki choćby F-16, to używanie takich staroci nie miałoby sensu, ale Dziadzio Stal nie wykorzystuje lotnictwa. Być może zbyt ciężko mu nad czymś takim panować, albo któraś z wersji Battlefielda jaką pochłonął nauczyła go, że za łatwo rozwalić samolot. Dlatego właśnie „latający czołg”, albo inna maszyna latająca na polu bitwy, byłaby dla ludzi wielkim wsparciem. Swego czasu nawet USA kupiło trochę Mi-24 do ćwiczeń na poligonach, więc przy odrobinie szczęścia nie trzeba by nawet ruszać dupy z Arizony.

Załóżmy, że Kubę zmiotło podczas wojny, do Meksyku ludzie nie chcą jeździć, bo boją się Smarta, a wszystkie maszyny lotnicze w Stanach wyparowały. Nawet w takiej sytuacji nic jeszcze nie jest przesądzone. W Ameryce XX wieku bardzo popularne były samoloty ultralekkie, do samodzielnego tworzenia w zaciszu garaży. Jeżeli spece z Posterunku, albo mechanicy z Detroit są w stanie składać rozwalone samochody, Pancerze Wspomagane i EMP, to zapewniam, że zestaw „Małego Pilota” nie wykracza poza szeroki wachlarz ich umiejętności. Wykonanie maszyny latającej na poziome myśliwca z II WŚ nie jest wcale takie trudne. Części się znajdą, umiejętności posiada większość jako tako wykształconych techników, a zamontowanie w takim karabinów, żeby się przydawał na froncie nie jest niczym trudnym. Jeżeli spece z Posterunku są choćby w połowie tak dobrzy jak pisze podstawka, to nawet odrzutowiec nie jest dla nich projektem nie do zrealizowania.

A teraz ostatni argument, czyli trudności z dostępem do paliwa. Nie ręczę za wszystkie ruskie maszyny, ale duża ich część może latać na paliwach kiepskich jakościowo, a myśliwce i śmigłowce z lat 70 i 80 latają na NAFTĘ. Niewiele różniącą się od tej, którą leje się do lamp. Powstaje ona w procesie rafinacji ropy naftowej i zakładając, że Oklahoma i Teksas nie mają możliwości w ciężkich, powojennych czasach wykonywać krakingu, to nafty powinno być od cholery i jeszcze trochę. Nawet jeżeli takie maszyny będą dużo palić, to rzeczone paliwo jest łatwo dostępne i tanie, no bo do czego można wykorzystywać naftę? Do lamp? Już chyba łatwiej jest dieslowski generatorek zamontować. Oświetli się całą chałupę i może starczy energii na mały neonik.

Jeśli już ustaliliśmy, że da się zdobyć i wykorzystać maszyny lotnicze, to trzeba odpowiedzieć na dwa pytania związane z ich użytkowaniem. Pierwsze, dlaczego Moloch nie wykorzystuje lotnictwa, skoro ponoć wyprzedza ludzi o lata świetlne? A drugie, czy takie śmigłowce i myśliwce nad postapokaliptycznym polem bitwy naprawdę będą nie do powstrzymania?

Komputeryzacja lotnictwa postępuje. Pisałem już, że F-16 bez komputera pokładowego spadają jak kamienie, że o F-22 nawet nie wspomnę. Do tego autopilot potrafi zrobić wszystko, łącznie ze startem. Lądować chyba nie potrafi, ale za 13 lat pewnie i to wejdzie w zakres jego możliwości. Dlaczego więc Moloch nie wyśle trzech B-2 i nie zakończy istnienia Nowego Yorku? Albo dlaczego nie wypuści małych samolotów zwiadowczych i nie wytropi Wędrownego Miasta? To wszystko nie powinno dla niego stanowić najmniejszego problemu, a jednak tego nie robi. Czemu? Wydaje mi się, że to tak samo jak z bronią masowego rażenia. Metody walki jakie stosuje Maszyna, to ludzkie dzieła. Nawet jeżeli modyfikuje je nieskończona logika Molocha, to nie zmienia faktu, że jako komputer nie jest w stanie myśleć abstrakcyjnie i przez to nie może obejść nakazów, które stworzyli ludzie przed wojną. W takiej sytuacji możliwe jest, że w maszynie latającej musiał znajdować się pilot i w ten sposób Moloch nie jest w stanie tworzyć własnego lotnictwa. To oczywiście czysta hipoteza, bo Bestii przecież nikt nie zna i za szybko nie pozna, ale nie znajduję innego wytłumaczenia. Niebo nad Molochem jest więc puste. Oznacza to, że nawet jeżeli nasz Hind nadleci nad teren Molocha i zacznie wyrzucać karteczki z napisem „Wal Się”, to istnieje duża szansa, na bezpieczny powrót do domu.

Problem drugi jest już częściowo rozwiązany. Brak lotnictwa ze strony Molocha jest wielką luką w jego systemach obronnych. Należy się teraz zastanowić, czy Maszyna może nam jednak coś zrobić, kiedy odpalimy już jakiegoś grata i postanowimy sobie polatać nad północnymi stanami. Śmigłowce można zestrzelić za pomocą ciężkich karabinów, snajperki, granatnika i wszelkiego rodzaju rakiet kierowanych. Jaka jest szansa, że w kierunku naszego Hinda Moloch odpali Stingera? Tego nie wiem, niestety w podręcznikach nie znalazłem informacji na ten temat. Logicznym byłoby, aby zrobił jakiś użytek ze wszystkich magazynów zbrojeniowych USA. Należy więc zakładać, że dysponuje bronią przeciwlotniczą. Dzięki temu szanse się w miarę wyrównują. On wali rakietami, my flarami i mamy dzisiejsze nowoczesne pole bitwy. Maszyny posiadałyby karabiny i rakiety ziemia-powietrze, człowiek paski folii, flary i manewry obronne. W drugą stronę to wygląda bardziej różowo. Maszyno-człek na widok śmigłowca podniósłby swojego CKM-a i próbował go rozwalić. Hind ma dość mocny pancerz, kuloodporne szyby, szybko lata i jest uzbrojony po zęby. Ja osobiście stawiam na śmigłowiec.

Wszystko co dobre, kiedyś się kończy - albo rozwalimy Molocha za pomocą lotnictwa, albo on porozwala nam nasze zabawki. W tym momencie pozostaje tylko kwestia czy dalibyśmy sobie radę ze stworzeniem od podstaw własnych maszyn lotniczych. Samoloty z napędem śmigłowym, takie jak Mustangi P-51, mechanicy z Detroit robią w przerwie na kawę. Śmigłowce są większym wyzwaniem, ale cały czas nie trzeba do ich stworzenia geniusza. Mój znajomy Master Engineer twierdzi, że napęd odrzutowy jest prosty jak konstrukcja cepa i potrzebowałby tygodnia żeby mi taki złożyć. Jeśli mu się nic nie posrało, to dla wielkich, cudownych mózgów z Wędrownego Miasta, odrzutowiec to sympatyczny projekt, wykonywany dla rozluźnienia po pracy. Jeżeli jednak nikt nie byłby w stanie wyprodukować części do wykonania tych wszystkich maszyn, to wymieniana przeze mnie Kuba posiada 358 samolotów bojowych z czego 160 to odrzutowe MiG-21. Przyjmijmy że połowa została zniszczona podczas wojny, a połowa z tych ocalałych nie nadaje się do lotu to nadal mamy 40 sprawnych myśliwców i drugie 40 na części zamienne.

Teraz podsumowanie i próba znalezienia odpowiedzi na najtrudniejsze z pytań. Tym razem już spoza świata gry. Nie jesteśmy na Posterunku, ani nie polujemy na aligatory w Miami. Jesteśmy w Polsce i zastanawiamy się dlaczego w Neuroshimie nie ma samolotów, helikopterów i ogólnie rozwiniętych sił powietrznych. Może moja teoria o molochowej blokadzie jest słuszna i dlatego Bestia nie posiada niczego co by latało. Ta koncepcja jest dziurawa jak cholera, tym bardziej, że Smart ponoć czymś lata, ale naprawdę nie mam lepszej. A dlaczego ludzie nie mają takich maszyn? Dlaczego w powietrze ZSA wzbijają się tylko nieliczni wariaci jak Lotka? Ponieważ użycie sił powietrznych zakończyłoby tę wojnę. Ludzie zamiast gnieździć się w ruinach miast wysyłaliby naloty na nie bronione pozycje Maszyn, a jeżeli Moloch posiadałby lotnictwo, to z koszmaru jaki rozpoczął się w 2020 nie obudzilibyśmy się nigdy. Pytanie do was Mistrzowie i do was Gracze. Czy może znaleźliście w moim rozumowaniu jakiś błąd? Lotnictwo to nie jest moja pasja. Mogłem nie zauważyć czegoś, co nie pozwala na latanie. Jeżeli jednak mam rację, to zastanówcie się poważnie nad wprowadzeniem jakichś ograniczeń w tej kwestii - może Moloch przejął wspaniały system obronny i co się podniesie na 30 metrów jest niszczone? Nie mam pojęcia, ale zróbcie coś, bo cała ta wspaniała wojna, która czyni z mieszkańców ZSA twardzieli, skończy się za sprawą chuderlaków w ciepłych, bezpiecznych kabinach myśliwców, i to do tego ruskich.


Zakaris.
komentarz[11] |

Komentarze do "I belive I can fly..."



Musisz być zalogowany aby móc oceniać.
© 2000-2007 Elixir. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Designed by Corwin Visual
Engine by Khazis Khull based on jPortal
Polecamy: przeglądarke Firefox. wlepa.pl

Wykryto nieautoryzowany dostęp!!!

   PATRONUJEMY

   WSPÓŁPRACA

   Sonda
   Czy interesują cię raporty z sesji NS?
Tak!
Nie.
A co to?
Musisz być zalogowany aby móc głosować.

   Top 10
   Pasożyty
   Hibernatus (....
   Yakuza
   FATEout
   Legia Cudzozi...
   Pistolet Maka...
   Łowca - dzień...
   Neuroshimowe ...
   Śpiąca Królew...
   Bo kto umarł,...

   Statystyki
userzy w serwisie:
gości w serwisie: 0

   ShoutBox
Strona wygenerowana w 0.023499 sek. pg: