..:: ELIXIR | Gry Fabularne(RPG) | Gry Komputerowe(cRPG) | Fantastyka | Forum | Twoje Menu Ustawienia
    ORBITAL MENU
    » Neuroshima
    » Świat
    » Bohater
    » Rozrywka
    POLECAMY

     SZUKAJ
    » Mapa serwisu
>NASZE STRONY
 MAIN
:: Strona Główna
:: Forum
:: Chat
:: Blogi

 GRY FABULARNE
:: Almanach RPG
:: Neuroshima
:: Hard HEX
:: Monastyr
:: Warhammer
:: Wampir
:: D&D
:: Cyberpunk2020
:: Earthdawn
:: Starwars
:: Arkona

 GRY cRPG
:: NWN
:: Baldurs Gate
:: Torment
:: Morrowind
:: Diablo

 FANTASTYKA
:: Literatura
:: Tolkien
:: Manga & Anime
:: Galeria

 PROJEKTY
:: Elcards
:: Chicago

Święty Klaus




Słońce już dawno skryło się za horyzontem on jednak musiał iść dalej. Było mu zimno jak nigdy, ale nie mógł dać za wygraną. Nogi zapadały mu się po kolana w białym puchu, dotkliwy mróz kłuł całe ciało i zamrażał łzy rozpaczy. Ale musiał iść dalej.
- Flops! – zawołał słabnącym głosem – Flops!
Pies jednak nie odpowiedział, nie zaszczekał ani nigdzie się nie pojawił merdając zawzięcie ogonem. Chłopiec pociągnął więc tylko nosem i z większym zapałem ruszył dalej. Chciał wrócić i bał się przeraźliwie, rodzice w końcu zabraniali mu wychodzić samemu w nocy...on jednak nie mógł zostawić przyjaciela. Nagle jednak noga się pod nim ugięła i stoczył się w dół stromego zbocza. Biały puch łagodził wszystko ale w przestrachu i tak załkał głośno kiedy w końcu zatrzymał się u jego podnóża. Jakby w odpowiedzi z nieba zaczął sypać śnieg. Wielkie, białe płaty opadały leniwie, jednak na tyle gęsto, że domyślił się, że zaraz go przykryją. Wtem jednak usłyszał dźwięk który dodał mu sił. Podniósł się i zaczął nasłuchiwać aby się upewnić. Szeroki uśmiech wykwitł na jego młodziutkiej twarzyczce.
- Flops! – wykrzyknął głośno i teraz już w pełni dało się słyszeć radosne szczekanie. Zerwał się na równe nogi, zupełnie jakby nie błąkał się po północnych górach przez cały dzień. Merdająca ogonem kupa futra trudnej do zdefiniowania rasy wyłoniła się z ciemności i poszczekując dopadła do chłopca przewracając go. Ciepły parujący język znalazł szybko twarz śmiejącego się i mocującego z przyjacielem dziecka. Wtem jednak chłopak usłyszał coś jeszcze. Ciężkie kroki na śniegu, również zmierzające w jego stronę. Podniósł się odsuwając z trudem psiaka po czym spojrzał w tamtą stronę. Dostrzegł na wysokości blisko siedmiu stóp małą iskierkę, powiększającą się szybko w małe światełko. Mimo to nieomal krzykną przestraszony, kiedy z pomiędzy zawiei wyszedł olbrzymi mężczyzna. Odziany w czarne skóry olbrzym miał krótko przyciętą siwiejącą brodę i długie, ukryte pod wełnianą czapą włosy. Olbrzymie bary przywodziły mu na myśl ojca, były jednak jeszcze większe, zaś w zębach jarzyła mu się resztka cygara.
- A to co? – spytał mężczyzna klękając przy chłopcu na jedno kolano – co taki dzieciak jak ty robi w górach po północy?
- Flops mi się zgubił jak nasi bili się z maszynami. Uciekł od huku wystrzałów w dolinie – wyjaśnił szybko chłopak z przestrachem – proszę, niech mnie pan nie zjada.
Szczery, dobroduszny śmiech przetoczył się nad szczytami.
- W porządku mały – powiedział nieznajomy wyrzucając żarzącą się resztkę – nie zjem cię. Zresztą i tak jesteś zbyt żylasty. Za to skoro jesteś takim dobrym przyjacielem dla tej torby na pchły to zabiorę cię do domu. Powiedz tylko gdzie mieszkasz.
- Tam – wskazał chłopak za siebie. Nieznajomy popatrzył w tamtym kierunku z kwaśną miną. "Tam" nie było najlepiej określonym adresem. Uśmiechnął się jednak rozsuwając suwak kurtki i okręcając nią dygoczącego z zimna wyrostka. Skóra była miła w dotyku i ciepła ale ciężka. I pachniała mieszaniną górskiego wiatru, potu i dymu. Flops zamerdał ogonem i zaszczekał radośnie zaś mężczyzna skinął tylko głową i ruszył w kierunku z którego przyszedł. Był teraz od pasa w górę ubrany tylko w czerwony, postrzępiony podkoszulek bez rękawów zdawał się jednak nie odczuwać mrozu. Tylko gęste kudły na olbrzymich ramionach sterczały dęba co chłopakowi zdawało się, że widzi nawet z tej odległości. Rodzicie zawsze mu powtarzali aby nie ufał obcym, nie miał jednak póki co innego pomysłu. Podreptał więc za olbrzymem.
Niedługo potem z mroku nocy wyłonił się zarys olbrzymiej półciężarówki. Niemożliwe do ustalenia w tym świetle kolor był ciemny, pakę zaś przykrywała szara plandeka...a może to tylko śnieg się tak na niej zbierał? Nieznajomy przyjrzał się krytycznie pojazdowi, jakby coś sprawdzając ostatecznie kiwając głową. Otworzył szybko drzwi wpuszczając chłopaka do środka ale Flops i tak był pierwszy. Jego właściciel wdrapał się z pomocą siwiejącego do wysoko zawieszonego pojazdu i rozsiadł wygodnie przy drzwiach pasażera. Pies ułożył się obok niego na siedzeniu zwinięty w kłębek. Mężczyzna zaś rozejrzał się jeszcze po czym też wgramolił do środka dekując za kierownicą. Zatrzasną drzwi i przekręcił kluczyk. Olbrzymi, potworzasty silnik zakaszlał przez chwilę aby nagle ryknąć z pełnią swych możliwości.
- No to w drogę – skomentował brodacz z uśmiechem wrzucając bieg. Chłopiec również się uśmiechnął rozglądając po pojeździe. Kabina była naprawdę przestronna i wydać było, że nie raz służyła nieznajomemu za dom. Pod szybą leżały zwinięte koce, zaś po swojej prawej chłopiec wyczuł pogniecioną poduszkę. Z lusterka zwisał różaniec, sufit i deskę rozdzielczą pokrywały jakieś napisy. Jak rzucił okiem za fotelem znajdowała się butla gazowa, komplet naczyń i jakichś paczek. Wewnątrz pachniało zaś kawą, dymem z cygar pichconym jedzeniem. Był jeszcze jeden, ulotny, przyjemny zapach, którego nie potrafił rozpoznać. Siedząc tak w spokoju, cieple, i bezpieczeństwie sam się nie zorientował kiedy w końcu zasnął...

Obudziło go szturchnięcie w ramie. Otworzył i przetarł zaspane oczy. Zorientował się nagle, że jest już rano. Kundel spał nadal w najlepsze zwinięty w kłębek, choć podniósł uszy kiedy jego pan się poruszył.
- To tu? – spytał brodacz wskazując dłonią przed siebie i puszczając dymka z kolejnego cygara. Chłopak podniósł głowę i zobaczył znajomy kształt drewnianego domu. Ojciec, z dwururką w ręku szedł w stronę pojazdu, spięty i ostrożny. Uśmiechnąwszy się do nieznajomego od ucha do ucha chłopak otworzył drzwi i wyskoczył w śnieg.
- Tato, tato! – zawołał ruszając w jego stronę. Flops wyskoczył w śnieg ujadając radośnie i merdając ogonem.
- Mary, to James – ojciec zawołał odrzucając broń w śnieg i schylając się po syna. Złapał go pod ręce i bez żadnego wysiłku uniósł wysoko aby przytulić. Złotowłosa kobieta wyskoczyła w długiej sukni nie przejmując się kąsającym mrozem. Brodacz otworzył swoje drzwi i oparł się wygodnie o nie oraz o dach samochodu aby przyjrzeć się scenie. Uśmiechnął się zadowolony puszczając obłok dymu kiedy cała trójka padła sobie w ramiona a pies radośnie biegał do koła szczekając i obskakując ich. Zaciągnąwszy się po raz ostatni rzucił resztkę cygara w śnieg i wsiadł z powrotem. Ciemno bordowy pojazd, w którym tylko naprawdę wprawne oko zdołałoby pod przeróbkami dojrzeć Forda F trzeciej generacji zadymił ze swoich dwóch kominów i zaczął się wycofywać. Ojciec widząc to oderwał się od rodziny i pobiegł w jego stronę.
- Niech pan zaczeka! – krzyknął, i spytał szybko kiedy brodacz opuścił szybę – jak możemy się panu odwdzięczyć?
- Dbajcie o niego i o siebie – odpowiedział nieznajomy uśmiechając się dobrotliwie.
- Obiecuje – odparł gospodarz kiwając żarliwie głową – zaraz oddam panu kurtkę.
- Nie trzeba, przyda mu się kiedyś – odpowiedział nieznajomy i nagle jakby sobie o czymś przypomniał. Uśmiechnął się i zawołał
- Hej mały... – zawiesił głos a jak James na niego spojrzał roześmiał się i rzucił – Ho-Ho-Ho!
Następnie dodał gazu i jego pojazd ruszył szybko na zachód. Ojciec chłopaka pokręcił tylko rozbawiony i zaskoczony głową...

Niedługo potem bordowy Ford F sunął zaśnierzoną drogą. Gdyby ktoś jechał teraz za nim bez trudu dostrzegłby na zderzaku białą tabliczkę z niebieskiem napisem "Finland" oraz rzucić okiem na pakę pojazdu. Kiedy bowiem pęd powietrza zepchnął cały napadany śnieg kiepsko przymocowana plandeka falowała zawzięcie co i rusz odsłaniając stalowy łeb Obrońcy.
Brodacz odprężał się zaś nucąc pod nosem "Santa Claus Is Coming To Town". Był naprawdę rozbawiony zbiegiem okoliczności. Było nie było był dziś właśnie szósty grudnia i zaczął się tuż przed tym jak znalazł chłopaka. Pogrążony w tych myślach włożył w usta kolejne cygaro. Czekało go jeszcze dziś dostarczenie wielu prezentów...


Wierzbowski.
komentarz[2] |

Komentarze do "Święty Klaus"



Musisz być zalogowany aby móc oceniać.
© 2000-2007 Elixir. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Designed by Corwin Visual
Engine by Khazis Khull based on jPortal
Polecamy: przeglądarke Firefox. wlepa.pl

Wykryto nieautoryzowany dostęp!!!

   PATRONUJEMY

   WSPÓŁPRACA

   Sonda
   Czy interesują cię raporty z sesji NS?
Tak!
Nie.
A co to?
Musisz być zalogowany aby móc głosować.

   Top 10
   Pasożyty
   Hibernatus (....
   Yakuza
   FATEout
   Legia Cudzozi...
   Pistolet Maka...
   Łowca - dzień...
   Neuroshimowe ...
   Śpiąca Królew...
   Bo kto umarł,...

   Statystyki
userzy w serwisie:
gości w serwisie: 0

   ShoutBox
Strona wygenerowana w 0.021747 sek. pg: