..:: ELIXIR | Gry Fabularne(RPG) | Gry Komputerowe(cRPG) | Fantastyka | Forum | Twoje Menu Ustawienia
    ORBITAL MENU
    » Neuroshima
    » Świat
    » Bohater
    » Rozrywka
    POLECAMY

     SZUKAJ
    » Mapa serwisu
>NASZE STRONY
 MAIN
:: Strona Główna
:: Forum
:: Chat
:: Blogi

 GRY FABULARNE
:: Almanach RPG
:: Neuroshima
:: Hard HEX
:: Monastyr
:: Warhammer
:: Wampir
:: D&D
:: Cyberpunk2020
:: Earthdawn
:: Starwars
:: Arkona

 GRY cRPG
:: NWN
:: Baldurs Gate
:: Torment
:: Morrowind
:: Diablo

 FANTASTYKA
:: Literatura
:: Tolkien
:: Manga & Anime
:: Galeria

 PROJEKTY
:: Elcards
:: Chicago

Plemię Kuru


„Nie powinniście. Nie. Idiotyzm. Co z tego, że tam jest mnóstwo porozrzucanych rzeczy? Nie dacie rady nic wynieść. To, co tam mieszka… a może lepiej powiedzieć „ci, którzy tam mieszkają”? W każdym razie wszyscy, którzy byli tam w okolicy, absolutnie wszyscy, zarzekają się, że to niemożliwe, koszmarne i że nie zbliżą się do dzielnicy za nic.”

„Croatsi? Nie, na pewno nie. Obawiam się, że to nie mutanci. A przynajmniej nie znamy takiego typu mutantów. Popatrz na niego - to nie dzieciaki go tak załatwiły. Już nie pierwszy jest w takim stanie, przyprowadzają mi zwiadowców, szczury, młodych i pewnych siebie - zupełnie takich jak ty, według mnie jesteś dobrym kandydatem. A co ja mam zrobić? Leków nie starcza mi nawet na naszych ludzi, a co dopiero na przybłędów. Zresztą, czym to leczyć? Ślady ukąszeń? Dość poważne, ale po zdezynfekowaniu i obandażowaniu wyleczą się bez problemu. Pewnie, będą paskudne blizny. Jasne, mięśnie nigdy nie będą takie jak dawniej. Ale to nie problem - a przynajmniej nie największy.

Jak mam leczyć ich głowy? Ciało się samo zregeneruje, ale tylko pod warunkiem, że umysł będzie chciał wrócić do zdrowia. A to są wraki. Zniszczeni psychicznie.

Tylko spójrz na jego oczy… Nie rozpoznaje nas. Nie pochylaj się nad nim, to go przeraża - jak każdą z ofiar, notabene. Jeden wydrapał sobie oczy - od tego czasu ich wiążemy. Miałem tu raz jednego, to był nasz poszukiwacz, mówię ci, wrócił z białymi pasmami we włosach. Zresztą to jeden z niewielu, którym się z tego jakoś potem udało otrząsnąć, a nie spodziewałem się. Znaczy otrząsnął się na tyle, żeby być w stanie o nich mówić. Reszta albo wymazuje to z pamięci - a potem budzą nas wyciem po nocach, albo gdzieś idą i znajdujemy ich martwych, najczęściej samobójstwo.

No, w każdym bądź razie, z tego co udało mi się dowiedzieć, to gdzieś tam, jakieś półtora mili stąd, znajduje się gniazdo. Degeneraci? Mutanci? Duchy? Cholera, nie wiem. Właśnie to mnie denerwuje.

Ci, którzy stamtąd wrócili - o dziwo jest ich całkiem sporo, choć sporo też znika bez śladu - ale nie mieli bezpośrednich starć ani w ogóle kontaktów, opowiadają bardzo różne historie. Jeden wmawiał mi, że to duchy mieszkają w ruinach budynków. Że widział niezdrową, białą poświatę wokół wędrujących pośród gruzów postaci. Inny twierdził, że coś przeszło tuż obok nich, białe i powykręcane. Mówi, że strzelali, zarzeka się, że widział krwawe wykwity na białej skórze, przez którą prześwitywały niebieskie i czerwone żyłki. Mówi, że oddał kilka strzałów, część na pewno tego dosięgła, i że coś nawet nie odwróciło głowy w ich kierunku. Przeszło obok i poszło po prostu…

Nie mówię, że wierzę każdemu z moich pacjentów. Mówię tylko, że nie każdemu z nich nie wierzę.”

„… wiemy, że na górze spadły bomby, to ostatnie, co dotarło do nas przez kablówkę, potem nie było sygnału. Oba wejścia są dobrze zamknięte, wydaje mi się, że szkoła się zawaliła, ale jak już będzie po wszystkim, to wyjdziemy tunelem. Na razie jeszcze poczekamy. Może znów będzie telewizja? O radiu nie możemy nawet marzyć pod tak grubym betonowym stropem. Działa większość stron w Internecie, ale nie są aktualizowane. Świat zatrzymał się piątego września- wolę nawet nie pisać, czego się obawiam. Dla zabicia czasu szukam w sieci różnych rzeczy. Na przykład dowiedziałem się, co to było „kuru.”

Minął miesiąc. Prądnica siada, ale Nigel chyba da radę ją naprawić. Dopiero niedawno zorientowaliśmy się, że jest nas tu prawie dwukrotnie więcej, niż planowali to budowniczowie schronu. Będzie problem z jedzeniem. Wciąż zero sygnału z zewnątrz. Internet powoli wygasał, aż w końcu zupełnie przestał działać. W okolicach wejść na ścianach wykwita jakaś dziwna jasna pleśń. Nam kończy się jedzenie. Nadal wolę nie pisać o moich obawach dotyczących świata zewnętrznego.

Kończy nam się jedzenie, prądu już praktycznie nie ma. Piszę przy świeczce, głodny. Niedługo otwieramy wyjście- nie wiem czy już jest bezpiecznie, ale jest nas tu za dużo i kończą nam się zapasy. Co bardziej zrozpaczeni próbują jeść te grzyby ze ścian.

Ledwie żyję. Kilka godzin odgruzowywałem przejście. Ludzie są niesamowicie nerwowi, patrzą na siebie wilkiem. Ledwie mam siłę pisać. Troje padło z wycieńczenia. Szumi mi w uszach. Trzeba mieć koszmarnego pecha, żeby oba wyjścia były zawalone.

Ktoś sprofanował ciała tych umarłych. Nie… Zeżarł je. Boję się, że to była większa i zorganizowana grupa. Grzyb jest w całym pomieszczeniu i daje blade, fosforOwe światło. Wszyscy wyglĄdają jak upiory.

Pracujemy przy k0paniu tunelu od nowa. GłoNDy. Przez te kilKa dni wszystkCih przestało obchoZdić, co dzieje s1E z ciał.ami. ZapoM1nam jk pISac słoWa

GŁdny, chYba ja tż będę…

CzłoWreczeńStw2o? przEKopAne przEjs6cieŚwIAtło raZi . kUru”

„Tak, widziałem. Mówię ci, ich jest tam mnóstwo. Według mnie to jacyś ludzie, bladzi i chudzi, ale nadal ludzie. Obserwowałem ich przez lornetkę, zbierali jakieś rzeczy, rozmawiali ze sobą. W tym garażu, w którym siedzieli, było pełno jakiegoś fosforyzującego grzyba na ścianach, więc widziałem wyraźnie. A potem przyszło jeszcze kilku, ciągnęli tego mechanika od nas, co to chciał znaleźć jakieś narzędzia w okolicy warsztatów. To było dziwne. On zachowywał się jak naćpany, coś im mówił, śmiał się. Oni też się śmiali, mógłbym przysiąc, że mieli zęby spiłowane w trójkąty. Potem zaczęli podskakiwać i tańczyć, jeden z nich podszedł do mechanika skulony, spojrzał na niego przepraszająco, skulił się pod spojrzeniami swoich pobratymców, po czym najspokojniej w świecie zaczął zjadać mechanikowi przedramię… A mechanik się nadal śmiał!

Uciekłem. I nie ma takiej rzeczy, za którą dałbym się namówić na powrót do tej nawiedzonej dzielnicy. Wystarczy, że odwiedzam ją w snach. Co noc.”

Plemię Kuru to dziwny typ mutantów. Z tego, co udało się o nich dowiedzieć wynika, że powstali w kilkunastu, może kilkudziesięciu miejscach. Schemat powstawania kolonii był mniej więcej ten sam: grupa ludzi zdążyła się ukryć w jednym ze schronów, takich jak na przykład pod szkołami czy urzędami. Pojawiał się fosforyzujący grzyb, prawdopodobnie jakiś rodzaj biologicznego paskudztwa wysłanego przez Molocha, choć szczerze mówiąc nie jest to pewne. Bardzo często okazywało się, że przejścia są zablokowane- wtedy głód i ciężka praca przy odgruzowywaniu same pchały ludzi w stronę kanibalizmu. Zazwyczaj jednak mieszkańcy otwierali przejście bez problemów. Problemy pojawiały się chwilę później- okazywało się, że nie są w stanie tolerować światła słonecznego. Tłumaczyli to sobie tym, że kilka tygodni siedzieli pod ziemią i muszą się na powrót przyzwyczaić do naturalnego oświetlenia.

Wtedy jeszcze komunikowali się z pozostałymi ludźmi, jeśli jacyś byli w okolicy. Pomagali, odbudowywali- głównie nocami. Z relacji wynika, że Kuru cały czas byli bladzi i wychudzeni- nikogo to nie dziwiło.

Dość szybko urodziły się dzieci Kuru- z normalnych obliczeń wynikałoby, że poczęto je jeszcze kilka miesięcy przed wojną. Dorośli zaczęli się starzeć, dużo szybciej niż zwykli ludzie. Szybko też zaczęło dorastać drugie pokolenie. Ci już byli wyraźnie inni. Na pierwszy rzut oka raczej brzydkie, blade dzieci, ale jak się bliżej przyjrzeć, to na przykład miały więcej zębów i bardziej spiczasty język, przez co mówiły bardziej sycząco. W przypadku tych nieszczęsnych grup, które już w okresie zamknięcia dopuściły się kanibalizmu; mutacje były dużo wyraźniejsze. Poza tym młodzi Kuru rośli dwa razy szybciej niż normalni ludzie. Rodzili się, rośli, szybko rozmnażali i szybko starzeli; byli też bardzo nerwowi i często agresywni. Zdarzało się, że w niewielkich grupach porywali szczurów i handlarzy z okolicy, którzy naruszyli ich terytorium. To właśnie w okresie drugiego pokolenia plemię zaczęło się chować i stronic od ludzi- wiedzieli już, że są inni i że będą mieli z tego powodu kłopoty.

Zdarzało się jeszcze, że handlowali z osadami- mówimy tu o okresie między 2026 a 2035 rokiem; ale coraz bardziej się oddalali. W stanach ciągle wtedy panował chaos, także ciężko stwierdzić, kiedy dokładnie plemię zaczęło żywić się tylko ludzkim mięsem. W którymś momencie jednak zaczęli. Co ciekawe, za każdym razem, gdy się pożywiają, wydają się zawstydzeni tym, do czego zmusza ich własna natura- dlatego bardzo ciężko stwierdzić, czy Kuru są mutantami, czy tylko bardzo chorymi ludźmi którzy muszą jeść ludzkie mięso...

Pleśń na ścianach ich siedlisk w jakiś sposób kierunkowała genetyczną degenerację, prawdopodobnie właśnie kosztem przyspieszenia metabolizmu rośnięcia. Ich objawy były zupełnie inne niż te u śmiejącej się śmierci sprzed apokalipsy, mimo, że wywoływała je ta sama aktywność. Zamiast tracić energię, Kuru tracili długość życia. Ich mózgi tak jakby gąbczały, ciężko określić ten proces, zwłaszcza, że nikt wtedy nie miał czasu badać każdego atakującego ludzi paskudztwa. Podobno przed wojną coś podobnego robiło się z krowami pod koniec XX wieku jak jadły coś zrobionego z krów.

Niektórzy Kuru, prawdopodobnie ci, którzy często jedli też grzyby; zaczynali błyszczeć w ciemnościach. Ich zęby wyostrzyły się, natomiast języki są długie i spiczaste- dokładnie takie, jak u zwierząt specjalizujących się wylizywaniem szpiku z kości. Wszyscy natomiast zapomnieli, co to znaczy być człowiekiem. Powoli zapominali umiejętności pisania i czytania, niektórzy nie potrafili otwierać drzwi, inni zatracili umiejętność używania nawet najprostszych narzędzi- choć taki stopień degeneracji jest wyjątkowo rzadki. W im dalsze pokolenie- a w okolicach 2055 Kuru mieli już około czterech generacji- tym mniej umiejętności ludzkich posiada dany osobnik.

Pokolenie trzecie wciąż jest bardzo niebezpieczne. Nie mówią a syczą, nie potrafią czytać, choć porozumiewają się za pomocą piktogramów. Doskonale rozumieją skuteczność broni palnej i potrafią strzelać na przykład ze strzelb, choć nie wszyscy potrafiliby je przeładować. Skradają się, współpracują, potrafią zepsuć samochód lub wyłączyć jakieś urządzenie, jeśli wiedzą, że szybko przyjdzie ktoś, kto ma je naprawić.

Kuru zamieszkują piwnice, podziemne parkingi, dobrze osłonięte przed światłem i chłodne budynki, najczęściej czyste i dobrze zachowane. Często maskują swoje legowiska i wejścia do nich, co bardzo często sprowadziło śmierć na grupkę kurierów, zmylonych możliwością bezpiecznego przespania się w całkiem znośnie zachowanym budynku. Zwykle warty zostawia się do pilnowania przed zagrożeniem z zewnątrz, przez co niejedna grupka została całkowicie zaskoczona nagłym pojawieniem się grupki Kuru tuż za plecami.

Na wiele sposobów można zginąć.

Wiadomości dla mistrza gry:

Plemię Kuru nie jest przeznaczone do czysto chromowych walk. Mutanci nie są ani szybcy, ani silni, nie mają też żadnych specjalnych umiejętności. Zdarza się, że jest ich w jednej kolonii sporo; co większości przypadków decyduje o ich przewadze nad graczami. Doskonale jest podrzucić graczom mnóstwo zasłyszanych o nich opowieści już na kilka sesji wcześniej, niech historie będą sprzeczne, niech Kuru wydają się graczom zdolni do przechodzenia przez ściany, telepatii, telekinezy, całkowicie odporni na ból…

Niech gracze podejrzewają, że część z tych relacji jest fałszywa, podyktowana strachem. Niech niektóre brzmią bardziej, niektóre mniej prawdopodobnie. Najlepiej konfrontację przeprowadzić mając drużynę początkujących bohaterów (i w miarę doświadczonych graczy), takich, którzy przeżyli już razem kilka przygód, ale wciąż nie są potężni, a już tym bardziej nie są dobrze wyposażeni w broń. Wspaniałym rozwiązaniem byłoby, żeby każdy z nich miał tylko kilka- kilkanaście sztuk amunicji, może jeden będzie posiadał zapasowy pistolet…

Czy w obliczu członków plemienia zdecydują się na eksterminację? Moi postanowili wybić mutantów do nogi, obserwowanie kanibalistycznych praktyk było dla graczy zbyt dużym wyzwaniem; zakładam, że Twoi gracze też zabiorą się za sprawę „w imię ludzkości” zwłaszcza, jeśli wśród nich będzie łowca mutantów. Niech jednak cały czas czują, że nie do końca pewnym jest, czy postępują dobrze.

(W części medycznej pomagały Krfa i Marzen)


RaeptaeR.
komentarz[41] |

Komentarze do "Plemię Kuru"



Musisz być zalogowany aby móc oceniać.
© 2000-2007 Elixir. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Designed by Corwin Visual
Engine by Khazis Khull based on jPortal
Polecamy: przeglądarke Firefox. wlepa.pl

Wykryto nieautoryzowany dostęp!!!

   PATRONUJEMY

   WSPÓŁPRACA

   Sonda
   Czy interesują cię raporty z sesji NS?
Tak!
Nie.
A co to?
Musisz być zalogowany aby móc głosować.

   Top 10
   Pasożyty
   Hibernatus (....
   Yakuza
   FATEout
   Legia Cudzozi...
   Pistolet Maka...
   Łowca - dzień...
   Neuroshimowe ...
   Śpiąca Królew...
   Bo kto umarł,...

   Statystyki
userzy w serwisie:
gości w serwisie: 0

   ShoutBox
Strona wygenerowana w 0.058345 sek. pg: