..:: ELIXIR | Gry Fabularne(RPG) | Gry Komputerowe(cRPG) | Fantastyka | Forum | Twoje Menu Ustawienia
    ORBITAL MENU
    » Neuroshima
    » Świat
    » Bohater
    » Rozrywka
    POLECAMY

     SZUKAJ
    » Mapa serwisu
>NASZE STRONY
 MAIN
:: Strona Główna
:: Forum
:: Chat
:: Blogi

 GRY FABULARNE
:: Almanach RPG
:: Neuroshima
:: Hard HEX
:: Monastyr
:: Warhammer
:: Wampir
:: D&D
:: Cyberpunk2020
:: Earthdawn
:: Starwars
:: Arkona

 GRY cRPG
:: NWN
:: Baldurs Gate
:: Torment
:: Morrowind
:: Diablo

 FANTASTYKA
:: Literatura
:: Tolkien
:: Manga & Anime
:: Galeria

 PROJEKTY
:: Elcards
:: Chicago

Kościół pod wezwaniem św. Kalasantego w San Marcos


Taa... jeszcze jeden kościół? Kolejny szmelc? Kolejny proboszcz pitolący na mównicy, żeby się nawrócić? Znudziło ci się co niedzielę słyszeć to samo kazanie? Co tydzień: „Jak to kiedyś ktoś powiedział, po każdym z nas powinny pozostać dwie wartości. Jakie? Mądrość i dobroć – więcej, więcej nic...” Znudziło ci się słyszeć co tydzień, że należy się nawrócić, odłożyć karabin i iść do Boga? Myślisz, że to znowu będzie coś w klimatach „Módl się i pracuj”? To się kurwa zdziwisz...

Jak słusznie przeczytałeś na gitarze „Made in New York by Grzesiek”, jestem z NY. Powiem ci, że gdzieś tam na dole – pod nami, jeśli patrzymy na mapę, w Texasie – pośród świniopasów i koniojebów jest takie miejsce jak San Marco. Właśnie tam umiejscowiony jest ostatni normalny kościół. Pomijając fakt, że przedtem służył jako burdel, a jego właściciele i pracownicy zginęli w niewyjaśnionych okolicznościach, to całkiem ładny budynek. Fakt – oberwało mu się, połowę ścian działowych w ogóle wyburzono, ale ludzkie ręce potrafią zdziałać cuda – zwłaszcza w imię Boga. Z pomocą boską powstała Sante Calasante Catedre de San Marcos lub, jak wolą miejscowi, „Probably the best church in the world”.

Jako że po wojnie wielu księży nie zostało, rzadko zdarzają się kościoły, w których znajdziemy więcej niż jednego klechę. Tak jest również w tym przypadku – całą parafią zajmuje się jeden człowiek. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż wcale nie jest księdzem. Nigdy nie miał święceń, nie zna żadnych modlitw. Świętokradztwo? Niekoniecznie. Steve Baker – zabójca, złodziej, przemytnik, gwałciciel, podpalacz i diler miał zginąć podczas rzezi w Dallas w sierpniu 2030r. Bóg jednak zmienił zdanie – przestępca dostał drugą szansę – przeżył. Steve sam nie mógł uwierzyć – przez trzy dni leżał nieruchomo na ziemi z ledwo wyczuwalnym pulsem, przygnieciony betonową płytą, a jedyny uszczerbek na zdrowiu, to tyle, że dostał wilka. Uratował go przypadkowo (lub nie) przechodzący ksiądz – wyciągnąwszy poszkodowanego spod gruzu, powiedział, że Bóg się nad nim jak widać zlitował, po czym... z jego głowy trysnęła krew i padł na ziemię. Baker wziął Biblię, którą zmarły trzymał w ręku i uciekł z Dallas. Po pewnym czasie sumienie mu się odezwało – stwierdził, że jest komuś coś winien – że tym kimś jest Bóg. W ten oto sposób zdecydował, że od tej pory będzie oczyszczał świat z wszelkiego plugastwa w imię Jedynego. Zastrzelił więc jakiegoś motocyklistę, zabrał mu broń i pojazd, po czym ochoczo zabrał się za naprawianie złego świata.

Po zabiciu naprawdę wielu bardziej, lub mniej złych ludzi, Baker zmęczony swoją krucjatą postanowił odpocząć. Jako że każdego dnia czytał ową Biblię, a zabiwszy człowieka modlił się za jego duszę, nie trudno się domyślić, że szukał jakiegoś kościoła. Początkowo chciał nająć się jako pomocnik i wykonywać drobne prace remontowe – łatać dziury w dachu, tynkować nawę i zbijać ławki z desek. Gdy jednak dowiedział się, że w sąsiednim mieście – San Marcos nie ma żadnej świątyni, a w mieście szerzy się bezprawie, zmienił zdanie. Pierwszym jego posunięciem było wprowadzenie „nowego ładu”. Bardzo dyskretnie i anonimowo odesłał na łono Abrahama większość mafiosów, a nieskoordynowane działania mniej bystrej części światka przestępczego utopił we krwi podczas jednego wieczoru, nazywanego „czerwonym wieczorem” – krew mieszała się wtedy z ogniem, dając niesamowity efekt. Po kilku tygodniach w mieście zapanowała cisza, a wtedy pojawił się...

Umberto Rodriges Montoya to nowa, oficjalna twarz Steve’ego Bakera. Nieco flegmatyczny, sędziwie wyglądający, posiwiały pastor z zakolami. Wzbudzał pozytywne emocje, pomagał – był otwarty na ludzi i zawsze wiedział co trzeba zrobić. Wskazywał drogę pozostałym mieszkańcom San Marco. Zaś, gdy jednego dnia pojawiał się jakiś bandyta skandalista, następnego dnia dziwnym trafem jego ciało znajdywano za miastem z wyciętym krzyżem greckim na lewym policzku. Jako że Steve nie za bardzo znał się na proboszczowaniu, to i nie za bardzo się w nie wdawał. Odremontował stary burdel, a za gamble zdobyte na niewiernych zdobył wyposażenie do swojego kościółka. Załatwił wielki, miedziany krzyż i jakiś złoty kielich, troszeczkę czerwonych obrusów i serwetek, kilka drewnianych ławek, parę świętych obrazów. Na środku, pod ścianą postawił duży stół, okrył białą zasłonką, a na wierzchu położył Biblię znalezioną przed laty przy swoim wybawicielu. Od tej pory każdy mógł znaleźć tu schronienie – Montoya zapewniał pomoc, radę i azyl wszystkim, którzy wyznawali wiarę w Jedynego. Coniedzielne msze sprowadzały się jednak tylko do krótkiej modlitwy, przeczytania losowej ewangelii i dwuzdaniowego kazania moralizującego.

Oprócz kościółka, w starym burdelu Steve urządził również mieszkanie dla siebie – coś na kształt parafii. Ta jednak kryje sporo tajemnic. Oprócz magazynu dóbr zgromadzonych przez lata przez kaznodzieję, znajdował się tam pełnowymiarowy arsenał – od noży, poprzez pistolety, karabiny, granaty, aż po CKM-y. Kiedy zapadał zmierzch, a zło wypełzało pod osłoną mroku na podziurawione ulice San Marcos, na dachu domu parafialnego pojawiał się czarny, tajemniczy kształt. „Kto raz zastrzelił, zawsze strzelać już będzie musiał” – jak to powiedział kiedyś, nie pamiętam kto.

Podsumowując, sędziwy już Umberto Rodriguez Montoya to dobry człowiek. O ile nie zamierzasz mu namieszać, krzywdy ci nie zrobi. Wręcz przeciwnie – jeśli tylko potrafisz się zachować, z chęcią ci pomoże. Oprócz takich pierdół jak ciepły posiłek dla ubogich, może wspomóc twoją słuszną sprawę zbrojnie - ze szczerym zapałem popiera wszystkie akcje odchamiające oraz głęboko wierzy w to, że cel uświęca środki. Ludzi stroniących od Boga, z pewnością zainteresują owe gamble tak licznie zgromadzone w magazynie – niestety, jest on dobrze strzeżony i jedynie Steve wie, jak się do nich dostać. To by było na tyle, jeśli chodzi o Sante Calasante Catedre de San Marco.

Idźcie z Panem moje małe diabełki!


Paprotek.
komentarz[17] |

Komentarze do "Kościół pod wezwaniem św. Kalasantego w San Marcos"



Musisz być zalogowany aby móc oceniać.
© 2000-2007 Elixir. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Designed by Corwin Visual
Engine by Khazis Khull based on jPortal
Polecamy: przeglądarke Firefox. wlepa.pl

Wykryto nieautoryzowany dostęp!!!

   PATRONUJEMY

   WSPÓŁPRACA

   Sonda
   Czy interesują cię raporty z sesji NS?
Tak!
Nie.
A co to?
Musisz być zalogowany aby móc głosować.

   Top 10
   Pasożyty
   Hibernatus (....
   Yakuza
   FATEout
   Legia Cudzozi...
   Pistolet Maka...
   Łowca - dzień...
   Neuroshimowe ...
   Śpiąca Królew...
   Bo kto umarł,...

   Statystyki
userzy w serwisie:
gości w serwisie: 0

   ShoutBox
Strona wygenerowana w 0.016113 sek. pg: